Joł więc.... zapraszam do czytania :D
_________________________________^^____________________________________
Obudziła się. Poczuła czyjąś dłoń na swoim policzku. Otworzyła oczy i zobaczyła wpatrującego się w jej twarz Deidarę.
-Łapy precz- rzuciła mu gniewne spojrzenie.
-Nanami, uwierz mi- spojrzał jej głęboko w oczy. Przeszył ją dreszcz. Miała ochotę mu uwierzyć, ale cała ta historia.. wydawała się być.. wyssana z palca.
-Zostaw, powiedziałam. Wyjdź z tej sali. Żaden z Grabarzy mnie nie tknie w szpitalu.
-Widać, że ich nie znasz. Oni są zdolni do wszystkiego.
-Trudno. Za niecałe dwa tygodnie wychodzę, więc będzie ze mną wszystko w porządku.
-Nie zostawię cię tu samej- zbliżył się do niej nieco.
-To zadzwonię do Liska, żeby mnie pilnował- warknęła.
-Już tu jedzie, z twoimi rodzicami.
-I bardzo dobrze- burknęła, oplotła słomkę ustami i wypiła całą zawartość szklanki.
-Dlaczego nie chcesz mi uwierzyć?
-Niisan!- uśmiechnęła się na widok Naruto i rodziców.
~~~
Przez następny tydzień w szpitalu, ochronę zapewniali jej na zmianę Deidara, Sasuke, Itachi i Lisek. Powoli zaczynała się nawet przyzwyczajać, że nawet minuty dziennie nie mogła spędzić samotnie. We wtorek, w placówce zdrowotnej planowali spotkać się prawie wszyscy z Akatsuki w sprawie przyjęcia Nanami. Była pewna, że co najmniej trzy osoby się za nią wstawią. Mimo bólu w żebrach czuła się znacznie lepiej. Dziennie siedziała zamyślona na wózku inwalidzkim. Podczas spacerów w ogóle się nie odzywała, właściwie nie jadła.
Gdy rano się obudziła, siedział przy niej Sasu. Po śniadaniu zabrał ją na spacer przed szpitalem. Nagle brunet zatrzymał się niedaleko, rozpoczynającej kwitnięcie wiśni.
-Nanami, co się z tobą dzieje?- siadł na ławce, naprzeciw jej wózka.
-O czym ty mówisz?- popatrzyła w jego oczy wypełnione troską. Na palcach jednej ręki mogłaby wyliczyć momenty, kiedy zdejmował maskę, po którą skrywał uczucia.
-Myślisz, że nie widzę, jak się zachowujesz?
-Przecież wszystko jest OK.
-Nikomu nie powiem- szepnął chwytając dłoń dziewczyny.
-Sas, ja...- wyciągnęła ręce, a chłopak momentalnie zrozumiał aluzję i posadził ją obok siebie na ławce.
-Jak mi powiesz, poczujesz się lepiej- objął ją ramieniem i oparł jej głowę o swoje ramię.
-Wiem- uśmiechnęła się i opowiedziała mu całą sprawę z blondynem.
-Jesteś okropna- pocałował ją w głowę.
-Mówił prawdę?
-Mhmm.
-Ale nie musiał robić czegoś takiego- bąknęła.
-Wiem, ale może nie traktuj go tak chłodno, co ty na to powiesz?
-Nie ściskaj mnie tak mocno. Żebra mnie bolą- zaśmiała się.
-Sorry. Więc co powiesz?- dodał po chwili.
-No dobra.
-To co Mała? Wracamy?
-Możemy jeszcze posiedzieć?
-Jasne.
Siedzieli na ławce jeszcze półtorej godziny, póki nie zobaczyli samochodu Gaary. Kiedy pojawili się na sali, zastali tam czerwonowłosego i jego rodzeństwo.
-Cześć mała kaleko- uśmiechnął się Kankuro na jej widok.
-Kankuro! Idioto!- Tem przysadziła mu torebką.
-Połóżcie ją do łóżka- podwiózł ją bliżej Sas, po czym Kanku wziął ją na ręce i ułożył na łóżku. Wszyscy chwilę milczeli, lecz później zaczęli zasypywać ją pytaniami o samopoczucie.
-Uciszcie się na chwilę!- zrobiła wkurzoną minę, po czym uśmiechnęła się tak szeroko, na ile pozwalały jej szwy w wardze.
-Czemu dopiero teraz przyjechaliście?
-Nie było nas w mieście- odpowiedział Gaara.
-Zadanie?
-Gdyby nie to, odwiedzilibyśmy cię wcześniej idiotko- zaśmiała się Temari.
-Szczerze w to wierzę- sięgnęła po wodę, próbując włożyć słomkę.
-Daj to głupia- Kankuro wytargał jej butelkę z rąk.
-Dzięki- włożyła słomkę między warki i pociągnęła trochę wody.
Gaara usiadł obok niej na łóżku i delikatnie pogładził jej policzek.
-Jesteś blada jak ściana- szepnął spoglądając jej w oczy.
-Wiem- zaśmiała się cicho i bardziej wtuliła twarz w jego dłoń. Tem i Kanku wpatrywali się na nich, co najmniej zszokowani.
-Za ile cię wypuszczą?
-Może za tydzień, może trochę dłużej- przytulił ją do siebie.
-Ale mniej cię boli?
-Mówiłam już- zacisnęła palce na jego koszulce.
-Itachi już idzie, razem z resztą- Sasuke wpadł zdyszany z fryzurą, jakby wsadził palec do gniazdka i go pokopało. Tylko grzywka nadal była idealna.
-Będziemy tutaj rozmawiali?- dziewczyny spojrzały na niego zdziwione.
-To jasne, że nie- Itaś wszedł z uniesionymi kącikami ust, symulującymi uśmiech.
-Itasiuu!- na twarzy dziewczyny zagościł szeroki uśmiech.
-Mam cię ponieść?- podszedł do łóżka i na skinięcie głową, wziął ją na ręce.
Zjechali windą na parter i szóstka, ujrzała prawie całe Akatsuki. Deidara stojący pomiędzy Sasorim i Tobim, od razu spuścił głowę. Kisame, ze swymi rekinimi ząbkami szczerzył się do każdego.
-Siema!- ryknęł Nanami. Wszyscy, prócz długowłosego blondyna odpowiedzieli. Ciszej, lub głośniej... Szepnęła coś Itachiemu do ucha.
-Dei, weź ją na ręce- podszedł do chłopaka.
-Co? Ja?
-Innego tu nie ma- prychnął z poirytowaniem.
-Tak, tak. Daj ją- brunetka spojrzała porozumiewawczo na Sasa i objęła rękami szyję blondyna.
Wyszli całą zgrają na dwór i każdy poszedł do swojego samochodu, dziewczyna zauważyła, że niebieskooki próbuje zdmuchnąć grzywkę z twarzy, odgarnęła mu te kilka niesfornych pasm i uśmiechnęła się wątle.
-Dzięki hm. Jedziesz ze mną, Liskiem i Sasem, czy Gaarą?
-Z wami.
-Naruto usiądzie z tobą z tyłu, hm ?
-Przecież on prowadzi.
-To powiesz Sasowi..
-A czemu ty nie chcesz?
-Myślałem, że ze mną nie gadasz? hm- uśmiechnęła się mimowolnie.
-Jak nie chcesz, to nie muszę się odzywać- udała smutną minę.
-Możesz mnie, nawet zagadać na śmierć.
-Ale nadal jestem zła- sprostowała.
-Wiem, wyobrażam sobie.
-Wsiadajcie, a nie gadacie o głupotach- zaśmiał się Naruto.
-Gomen, niisan!
Odjechali. Ruszyli drogą na obrzeża miasta. W sumie znaleźli się na autostradzie i nie wiedziała nawet, kiedy skręcili w jakąś boczną, leśną drogę. Zatrzymali się pod ogromną, dwupiętrową willą. Wyglądała jak dom amerykańskiego prezydenta.
_________________________________________________________________________
Joł, joł. Wiem, że krótki, ale.... no tak jakoś no !
-Daj to głupia- Kankuro wytargał jej butelkę z rąk.
-Dzięki- włożyła słomkę między warki i pociągnęła trochę wody.
Gaara usiadł obok niej na łóżku i delikatnie pogładził jej policzek.
-Jesteś blada jak ściana- szepnął spoglądając jej w oczy.
-Wiem- zaśmiała się cicho i bardziej wtuliła twarz w jego dłoń. Tem i Kanku wpatrywali się na nich, co najmniej zszokowani.
-Za ile cię wypuszczą?
-Może za tydzień, może trochę dłużej- przytulił ją do siebie.
-Ale mniej cię boli?
-Mówiłam już- zacisnęła palce na jego koszulce.
-Itachi już idzie, razem z resztą- Sasuke wpadł zdyszany z fryzurą, jakby wsadził palec do gniazdka i go pokopało. Tylko grzywka nadal była idealna.
-Będziemy tutaj rozmawiali?- dziewczyny spojrzały na niego zdziwione.
-To jasne, że nie- Itaś wszedł z uniesionymi kącikami ust, symulującymi uśmiech.
-Itasiuu!- na twarzy dziewczyny zagościł szeroki uśmiech.
-Mam cię ponieść?- podszedł do łóżka i na skinięcie głową, wziął ją na ręce.
Zjechali windą na parter i szóstka, ujrzała prawie całe Akatsuki. Deidara stojący pomiędzy Sasorim i Tobim, od razu spuścił głowę. Kisame, ze swymi rekinimi ząbkami szczerzył się do każdego.
-Siema!- ryknęł Nanami. Wszyscy, prócz długowłosego blondyna odpowiedzieli. Ciszej, lub głośniej... Szepnęła coś Itachiemu do ucha.
-Dei, weź ją na ręce- podszedł do chłopaka.
-Co? Ja?
-Innego tu nie ma- prychnął z poirytowaniem.
-Tak, tak. Daj ją- brunetka spojrzała porozumiewawczo na Sasa i objęła rękami szyję blondyna.
Wyszli całą zgrają na dwór i każdy poszedł do swojego samochodu, dziewczyna zauważyła, że niebieskooki próbuje zdmuchnąć grzywkę z twarzy, odgarnęła mu te kilka niesfornych pasm i uśmiechnęła się wątle.
-Dzięki hm. Jedziesz ze mną, Liskiem i Sasem, czy Gaarą?
-Z wami.
-Naruto usiądzie z tobą z tyłu, hm ?
-Przecież on prowadzi.
-To powiesz Sasowi..
-A czemu ty nie chcesz?
-Myślałem, że ze mną nie gadasz? hm- uśmiechnęła się mimowolnie.
-Jak nie chcesz, to nie muszę się odzywać- udała smutną minę.
-Możesz mnie, nawet zagadać na śmierć.
-Ale nadal jestem zła- sprostowała.
-Wiem, wyobrażam sobie.
-Wsiadajcie, a nie gadacie o głupotach- zaśmiał się Naruto.
-Gomen, niisan!
Odjechali. Ruszyli drogą na obrzeża miasta. W sumie znaleźli się na autostradzie i nie wiedziała nawet, kiedy skręcili w jakąś boczną, leśną drogę. Zatrzymali się pod ogromną, dwupiętrową willą. Wyglądała jak dom amerykańskiego prezydenta.
_________________________________________________________________________
Joł, joł. Wiem, że krótki, ale.... no tak jakoś no !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz