środa, 27 marca 2013

Purple Rose rozdział 5

-Gdzie jesteśmy?
-W głównym miejscu spotkań- odpowiedział jej Sasuke.
-Ale co JA tu robię?
-Jeszcze nie załapałaś Mała?- Naruto wyszczerzył zęby.
-Mówisz poważnie?- odwzajemniła uśmiech.
-Tak, bezmózga- wykrzywił usta w uśmiechu Sas.
-Zamknij się głupku.
-Nie pyskuj.
-Oberwiesz.. No jak będę całkiem sprawna.
~~~
Przy wysiadaniu, znalazłam się na rękach tego złośliwca. Jego włosy są takie miękkie. Kochała Sasa. Najlepszy przyjaciel, jakiego kiedykolwiek miałam. Zawsze jest przy mnie. Takie słonko.
-Nanami, znów nie kontaktujesz?
-Mówiłeś coś? Przepraszam. Zamyśliłam się.
-Mówiłem, że mamy czas tylko do 20.
-To, w sumie długo.
-Nie na to, co planujemy- uśmiechnął się zaczepnie.
-Co?!
-Przestań molestować moje włosy, bo ci tu zaraz odpłynę.
-Mięczak!
-Wiedźma!
Deidara otwarł przed nami drzwi frontowe. Szatyn usadził mnie w fotelu i sam usiadł na oparciu. Po kilku minutach doszli do nas obaj blondyni, Konan, Nagato i reszta chłopaków. W powietrzu unosił się cudowny zapach.
-Możesz się o mnie oprzeć, jak chcesz.
-To siadaj za mną- uśmiechnęłam się i troszkę przesunęłam, żeby Sasuke był w stanie się wśliznąć za moje plecy.
-Wygodnie ci?
-Mhmm.
Sakura i Ino zaczęły przynosić coś, co pewno było odgrzewanymi hamburgerami z fast food' ów.
-Itadakimasu- ryknęli wszyscy. Po zjedzeniu posiłku, słuchałam ciekawych rozmów.. głównie o mnie nowym członku Grabarzy.
-Naruto- zaczęłam- ja bym się musiała zbierać. Już jest po dziewiętnastej, a zanim mnie odwieziesz do szpitala...
-Ja się trochę podpiłem- spojrzał na mnie przepraszająco, drapiąc się z zakłopotaniem po głowie.
-Spoko- uśmiechnęłam się ze zrozumieniem.
-Zawołam Gaarę. Sasuke pewnie siedzi spity- niisan zniknął na moment i po chwili wrócił, z czerwonowłosym.
Zanim młodszy z no Sabaku wyniósł mnie do samochodu, pożegnałam się z większością.
-Przepraszam- mruknęłam po kilku minutach jazdy.
-Za co?- spojrzał na mnie z ledwo widocznym zdziwieniem.
-Za to, że mnie musisz wozić.
-Nie ma sprawy- uśmiechnął się delikatnie.
-Mimo wszystko, dziękuję.
-Na mnie możesz zawsze liczyć.
-Zauważyłam- parsknęłam śmiechem. Między nami zapadła cisza, ale nie taka krępująca. Była wręcz przyjemna.
-Itachi przyjedzie za godzinę- rzucił wyciągając mnie z wozu.
-To nie zostajesz ty?
-Nie. Ja nie potrafię spać na siedząco.
-Mogłeś powiedzieć- podniosłam głos, a ludzie w windzie popatrzyli się jak Ferdynand Kiepski mówiąc: "Zasadził ci ktoś, kiedyś kopa w dupę?"
-Po co? Co by to dało?- szepnął, gdy winda się zatrzymała na naszym piętrze.
-Spałbyś przecież ze mną- warknęłam zirytowana.
-Z tobą?- Hana otworzyła przed nami wejście na oddział obsypując przyjacielskim uśmiechem.
-Tak, ze mną.
-Nie spodziewałbym się czegoś takiego, po siostrze Liska- zaśmiał się krótko. Krótko, ale na prawdę uroczo. Położył mnie delikatnie na łóżko.
-Nie jestem tylko siostrą Naruto- pociągnęłam go prawą zagipsowaną ręką na łóżko.
-Zadzwonić Itachiemu, że ma się zabawić?
-Byle nikogo nie zgwałci!- ryknęłam śmiechem. Gaara zadzwonił do starszego Uchihy.
-Tylko wiesz, żebyś Naruto rano nie powiedziała, że sam ci się wepchałem do łóżka- uśmiechnął się zaczepnie.
-Za kogo ty mnie masz?- fuknęłam oburzona.
-Oj przecież żartowałem- pogłaskał mnie po pachnących fiołkami włosach. Przytrzymywał kilka pasm i po prostu je wdychał...
-C- co ty robisz?- chyba uderzył się głową. Wpatrywałam się na niego ze zdziwieniem.
-Ładnie pachną- objął mnie ramieniem, dziwnie delikatnie jak na faceta.
-Idź się utop głupku- pociągnęłam go do pozycji leżącej i z szerokim uśmiechem wpatrywałam się w jego szmaragdowe oczy.
-Gdzie masz wannę? Zaraz się to załatwi- parsknął cichym śmiechem.
-Ty tępa szczało!
-Co?
-Pstro! Zrób mi coś do zjedzenie Sebastianie- udałam głos szlachcianki. Zawsze chciałam mieć lokaja! No bynajmniej, nie żeby Gaara nim był...
-Tak jest- wstał i zrobił mi dwie pajdy chleba z masłem, szynką i pomidorem.
-Arigato, Gaara- uśmiechnęłam się, próbując włożyć kanapkę do ust. Prawda była taka, że trochę to było niewygodne. Cholera! Nie będę wykorzystywała go nawet do karmienia!
-Ah, daj to bezmózga brunetko!- usiadł obok mnie i wyrwał mi jedzenie z rąk. Podsunął kanapkę do moich ust.
-Nje mousisz thego obić- wydukałam, lekko się rumieniąc.
-Nie gadaj z pełną buzią- uśmiechnął się lekko. Poczułam między zębami coś miękkiego, a jednocześnie twardego. Pękło i poczułam metaliczny, lekko gorzkawy smak. Syknął i upuścił na mnie resztę kanapki.
~
-Co się stało?- spojrzała na pomidora, który umieścił się jej między piersiami.
-Ugryzłaś mnie- uśmiechnął się nieznacznie i zaczął ssać ranę na kciuku.
-Pokaż!- miauknęła.
-To nic, głupia.
-Daj ten palec!- ryknęła, a na korytarzu rozległ się trzask, chwilę potem wpadła pielęgniarka i zobaczyła Nanami, ssącą palec Gaary.
-Proszę o ciszę- powiedziała gniewnie młoda, blond kobieta "przy kości", robiąc maślane oczy w stronę chłopaka i wyszła.
-Możesz mi już oddać kciuka- zaśmiał się i wyjął palec z ust dziewczyny.
-A ty możesz mi wyjąć pomidora ze stanika- parsknęła głośnym śmiechem i wypchnęła klatkę piersiową. Pomidorowy kolor twarzy Gaary, doskonale zlewał się z kolorem włosów. Poruszyła zabawnie brwiami.
-Już cię nie boli czoło?
-Nie. Jutro wyciągają mi szwy.
-Przynajmniej blizn nie będziesz miała.
-Śmiesznie bym wyglądała, z takim cięciem przez pół czoła- na jej twarzy pojawił się uśmiech i opadła na poduszkę.
-Zmęczona?- głaskał ją delikatnie po policzku.
-Taa- ziewnęła i wtuliła głowę w chłopaka.
Mimo, iż było po dwudziestej pierwszej, oboje szybko zasnęli.
~
Rano Deidara przyniósł mi śniadanie. Rozejżałam się: Gaara gdzieś zniknął, a mój wymarzony chłopak stał przede mną w nisko opuszczonych jeansach, nie miał koszulki, więc miałam okazję podziwiać jego przyjemnie umięśnione ciało, które zobaczyłam po raz pierwszy  na imprezie, na której poznałam tego blondwłosego boga.
Patrzyłam na niego z pożądaniem. Po prostu nie potrafiłam inaczej. Podszedł do mnie szybkim krokiem i zaczął ssać i delikatnie podgryzać moją dolną wargę. Po plechach przeszedł mnie dreszcz, kiedy przejechał opuszkami palców wzdłuż mojego kręgosłupa. Przyciągnął moją głowę jeszcze bliżej i pogłębił pocałunek, pieszcząc wnętrze moich ust, w ten charakterystyczny dla siebie sposób. Poczułam dziwne szarpanie i otworzyłam oczy... Nie! To był tylko sen? Dlaczego mnie tak karzesz? Przyssałam się do ust Gaary. Przez sen... No tego jeszcze nie było.
-Gomen, gomen- odsunęłam się od niego momentalnie.
-Ja tylko....
-Śnił ci się Dei?- uśmiechnął się lekko.
-M-hm- skinęłam głową. Na twarzy chłopaka pojawił się ogromny banan.
-Wiedziałem- prychnął i zasnął z uśmiechem na ustach. Poszłam w jego ślady i również wpadłam w objęcia Morfeusza.
~
-Nanami, wstawaj- obudził ją delikatny głos. Nie otwierając nawet oczu, wypuściła z gardła tylko:
-Deidara?
-Obudziłaś się w końcu, hm?
-No..- uśmiechnęła się.
-Hana cię woła na wyciągnięcie szwów- zamyśliła się na chwilę.
-Halo?- pomachał jej ręką przed oczyma.
-Pójdziesz tam ze mną?
-Jasne, hm.
-Dzięki- przytuliła nieśmiało głowę do jego brzucha. Wyżej z pozycji siedzącej nie sięgała.
W gabinecie Dei stał oparty o ścianę, bo lekarz nie pozwolił mu, na bliższe podejście. Widział grymas bólu na jej anielskiej twarzyczce. Wzdrygnął się na samą myśl o tym. Sam kilkukrotnie miał wyciągane szwy.. Na dobry przykład, po wyciąganiu kuli. 
Nanami nie spuszczała z niego wzroku, jakby bała się, że kiedy choć na chwilę odwróci wzrok, on zniknie.
Po całym zabiegu, stwierdziła, że blizna jest prawie niewidoczna.
-Pani Tsunade?- zaczęła podczas popołudniowej wizyty.
-Tak?- kobieta uśmiechnęła się zachęcająco.
-Kiedy mogę zacząć chodzić?
-A dlaczego?- spojrzała z wyrzutem na blondyna, widząc, że ma ładniejsze włosy od niej.
-Bo mam dość noszenia na rękach i jeżdżenia na wózku.
-Jak ktoś cię przypilnuje, to możesz, nawet zaraz po wizycie.
-A kiedy gips?
-Co?- obie kobiety, Shizune i Tsunade spojrzały na nią zdezorientowane.
-Kiedy będziecie mi ściągać gips- zaśmiała się rumieniąc.
-Za cztery, do pięciu dni.
Zaśmiałam się szaleńczo i uśmiechnęłam do blondyna.

piątek, 8 marca 2013

Purple Rose rozdział 4 Silence

Tak dla niewiedzących.. Jest to kontynuacja opowiadania ze strony Od prologu - 3. rozdziału.
Joł więc.... zapraszam do czytania :D
_________________________________^^____________________________________
Obudziła się. Poczuła czyjąś dłoń na swoim policzku. Otworzyła oczy i zobaczyła wpatrującego się w jej twarz Deidarę.
-Łapy precz- rzuciła mu gniewne spojrzenie.
-Nanami, uwierz mi- spojrzał jej głęboko w oczy. Przeszył ją dreszcz. Miała ochotę mu uwierzyć, ale cała ta historia.. wydawała się być.. wyssana z palca.
-Zostaw, powiedziałam. Wyjdź z tej sali. Żaden z Grabarzy mnie nie tknie w szpitalu.
-Widać, że ich nie znasz. Oni są zdolni do wszystkiego.
-Trudno. Za niecałe dwa tygodnie wychodzę, więc będzie ze mną wszystko w porządku.
-Nie zostawię cię tu samej- zbliżył się do niej nieco.
-To zadzwonię do Liska, żeby mnie pilnował- warknęła.
-Już tu jedzie, z twoimi rodzicami.
-I bardzo dobrze- burknęła, oplotła słomkę ustami i wypiła całą zawartość szklanki.
-Dlaczego nie chcesz mi uwierzyć?
-Niisan!- uśmiechnęła się na widok Naruto i rodziców.

~~~
Przez następny tydzień w szpitalu, ochronę zapewniali jej na zmianę Deidara, Sasuke, Itachi i Lisek. Powoli zaczynała się nawet przyzwyczajać, że nawet minuty dziennie nie mogła spędzić samotnie. We wtorek, w placówce zdrowotnej planowali spotkać się prawie wszyscy z Akatsuki w sprawie przyjęcia Nanami. Była pewna, że co najmniej trzy osoby się za nią wstawią. Mimo bólu w żebrach czuła się znacznie lepiej. Dziennie siedziała zamyślona na wózku inwalidzkim. Podczas spacerów w ogóle się nie odzywała, właściwie nie jadła.
Gdy rano się obudziła, siedział przy niej Sasu. Po śniadaniu zabrał ją na spacer przed szpitalem. Nagle brunet zatrzymał się niedaleko, rozpoczynającej kwitnięcie wiśni.
-Nanami, co się z tobą dzieje?- siadł na ławce, naprzeciw jej wózka.
-O czym ty mówisz?- popatrzyła w jego oczy wypełnione troską. Na palcach jednej ręki mogłaby wyliczyć momenty, kiedy zdejmował maskę, po którą skrywał uczucia.
-Myślisz, że nie widzę, jak się zachowujesz?
-Przecież wszystko jest OK.
-Nikomu nie powiem- szepnął chwytając dłoń dziewczyny.
-Sas, ja...- wyciągnęła ręce, a chłopak momentalnie zrozumiał aluzję i posadził ją obok siebie na ławce.
-Jak mi powiesz, poczujesz się lepiej- objął ją ramieniem i oparł jej głowę o swoje ramię.
-Wiem- uśmiechnęła się i opowiedziała mu całą sprawę z blondynem.
-Jesteś okropna- pocałował ją w głowę.
-Mówił prawdę?
-Mhmm.
-Ale nie musiał robić czegoś takiego- bąknęła.
-Wiem, ale może nie traktuj go tak chłodno, co ty na to powiesz?
-Nie ściskaj mnie tak mocno. Żebra mnie bolą- zaśmiała się.
-Sorry. Więc co powiesz?- dodał po chwili.
-No dobra.
-To co Mała? Wracamy?
-Możemy jeszcze posiedzieć?
-Jasne.
Siedzieli na ławce jeszcze półtorej godziny, póki nie zobaczyli samochodu Gaary. Kiedy pojawili się na sali, zastali tam czerwonowłosego i jego rodzeństwo.
-Cześć mała kaleko- uśmiechnął się Kankuro na jej widok.
-Kankuro! Idioto!- Tem przysadziła mu torebką.
-Połóżcie ją do łóżka- podwiózł ją bliżej Sas, po czym Kanku wziął ją na ręce i ułożył na łóżku. Wszyscy chwilę milczeli, lecz później zaczęli zasypywać ją pytaniami o samopoczucie.
-Uciszcie się na chwilę!- zrobiła wkurzoną minę, po czym uśmiechnęła się tak szeroko, na ile pozwalały jej szwy w wardze.
-Czemu dopiero teraz przyjechaliście?
-Nie było nas w mieście- odpowiedział Gaara.
-Zadanie?
-Gdyby nie to, odwiedzilibyśmy cię wcześniej idiotko- zaśmiała się Temari.
-Szczerze w to wierzę- sięgnęła po wodę, próbując włożyć słomkę.
-Daj to głupia- Kankuro wytargał jej butelkę z rąk.
-Dzięki- włożyła słomkę między warki i pociągnęła trochę wody.
Gaara usiadł obok niej na łóżku i delikatnie pogładził jej policzek.
-Jesteś blada jak ściana- szepnął spoglądając jej w oczy.
-Wiem- zaśmiała się cicho i bardziej wtuliła twarz w jego dłoń. Tem i Kanku wpatrywali się na nich, co najmniej zszokowani.
-Za ile cię wypuszczą?
-Może za tydzień, może trochę dłużej- przytulił ją do siebie.
-Ale mniej cię boli?
-Mówiłam już- zacisnęła palce na jego koszulce.
-Itachi już idzie, razem z resztą- Sasuke wpadł zdyszany z fryzurą, jakby wsadził palec do gniazdka i go pokopało. Tylko grzywka nadal była idealna.
-Będziemy tutaj rozmawiali?- dziewczyny spojrzały na niego zdziwione.
-To jasne, że nie- Itaś wszedł z uniesionymi kącikami ust, symulującymi uśmiech.
-Itasiuu!- na twarzy dziewczyny zagościł szeroki uśmiech.
-Mam cię ponieść?- podszedł do łóżka i na skinięcie głową, wziął ją na ręce.
Zjechali windą na parter i szóstka, ujrzała prawie całe Akatsuki. Deidara stojący pomiędzy Sasorim i Tobim, od razu spuścił głowę. Kisame, ze swymi rekinimi ząbkami szczerzył się do każdego.
-Siema!- ryknęł Nanami. Wszyscy, prócz długowłosego blondyna odpowiedzieli. Ciszej, lub głośniej... Szepnęła coś Itachiemu do ucha.
-Dei, weź ją na ręce- podszedł do chłopaka.
-Co? Ja?
-Innego tu nie ma- prychnął z poirytowaniem.
-Tak, tak. Daj ją- brunetka spojrzała porozumiewawczo na Sasa i objęła rękami szyję blondyna.
Wyszli całą zgrają na dwór i każdy poszedł do swojego samochodu, dziewczyna zauważyła, że niebieskooki próbuje zdmuchnąć grzywkę z twarzy, odgarnęła mu te kilka niesfornych pasm i uśmiechnęła się wątle.
-Dzięki hm. Jedziesz ze mną, Liskiem i Sasem, czy Gaarą?
-Z wami.
-Naruto usiądzie z tobą z tyłu, hm ?
-Przecież on prowadzi.
-To powiesz Sasowi..
-A czemu ty nie chcesz?
-Myślałem, że ze mną nie gadasz? hm- uśmiechnęła się mimowolnie.
-Jak nie chcesz, to nie muszę się odzywać- udała smutną minę.
-Możesz mnie, nawet zagadać na śmierć.
-Ale nadal jestem zła- sprostowała.
-Wiem, wyobrażam sobie.
-Wsiadajcie, a nie gadacie o głupotach- zaśmiał się Naruto.
-Gomen, niisan!
Odjechali. Ruszyli drogą na obrzeża miasta. W sumie znaleźli się na autostradzie i nie wiedziała nawet, kiedy skręcili w jakąś boczną, leśną drogę. Zatrzymali się pod ogromną, dwupiętrową willą. Wyglądała jak dom amerykańskiego prezydenta.
_________________________________________________________________________
Joł, joł. Wiem, że krótki, ale.... no tak jakoś no !